wtorek, 25 października 2016

Przejrzyste potasowe

Nieustająco zachwycają mnie pomysły Inez z dobrze chyba wszystkim znanego bloga www.herbiness.com. Teraz zainspirowała mnie swoim przepisem na przeźroczyste mydło potasowe.

I rzeczywiście, trzymając się jej przepisu i używając tylko oleju kokosowego, rycynowego i oliwy, po rozpuszczeniu w wodzie destylowanej uzyskałam piękne, przejrzyste mydło w płynie. Sekret tkwi w olejach, które mają mało frakcji niezmydlanych, w wodzie destylowanej i niewielkim przetłuszczeniu. Czyli w unikaniu wszelkich "śmieci" mogących zamglić ten piękny efekt :)

Inez podała ciekawy patent na przyspieszenie zmydlenia mydła potasowego: łyżeczka gotowego już mydła powinna ten proces przyspieszyć. Niestety u mnie nic takiego nie zaszło, grzałam garnek chyba z 3 godziny w piekarniku, tak jak zwykle bez tego "przyspieszacza". Być może dałam za mało starego mydła? Bo ściśle trzymałam się tej łyżeczki :)

Kusi mnie zrobienie na bazie tego mydła olejku hydrofilowego do mycia twarzy, też oczywiście autorstwa Inez :) Kobieta ma tak niesamowite pomysły, że aż grzech byłby nie znać tego adresu. Kto nie zna, niech bieży i poznaje! :)

niedziela, 9 października 2016

Mydło owsiane na zasmażce :)


Mydło wygląda może niepozornie, ale zapewniło mi chwile pełne napięcia :)

Od dłuższego czasu chciałam zrobić mydło "śniadaniowe", tzn. ze składnikami, które normalnie zjadamy na śniadanie: płatki owsiane, jogurt lub mleko, miód, masło orzechowe. W końcu postanowiłam zrobić mydło na mleku owsianym, z dodatkiem jogurtu i melasy.

I właśnie to mleko owsiane dostarczyło mi dodatkowej rozrywki. Zrobiłam je zalewając garść płatków owsianych wrzątkiem. Po ostygnięciu przecedziłam mleko, przecierając nieco namokłe płatki przez sitko i wstawiłam do lodówki. Przygotowując ług wstawiłam naczynie z mlekiem do miski z wodą (jak zawsze robię) i wsypałam od razu całość NaOH. Mieszając po chwili zauważyłam, że mój ług przypomina konsystencją.. ciasto na ptysie albo zasmażkę! I w tym momencie mnie oświeciło: przecież po podgrzaniu wody z mąką robi się co? GLUT! No pięknie.... Mieszam i zastanawiam się co dalej. W takich chwilach przypomina mi się zawsze zdanie, często cytowane na niemieckim forum: "Seife wird's immer" czyli "zawsze będzie z tego mydło". No to ryzyk-fizyk i wrzucam tego gluta do przygotowanych tłuszczów. Nie wszystko wyszło, dodałam jeszcze nieco wody, ale i tak troszkę zostało w słoiku. Trudno, przetłuszczenie będzie więc nieco wyższe niż planowane 8%.

Okazało się, że po chwili blendowania wszystko ładnie się połączyło i masa była nawet bardzo długo płynna. Wręcz wodnita, co mnie trochę zaniepokoiło. Dodałam zaplanowany jogurt z melasą, blender był już prawie gorący i zaryzykowałam drugi raz: wylewam do foremek.

Historia skończyła się dobrze :) Mydło rzeczywiście się z tego zrobiło, kolor wyszedł taki sobie, beżowy. Niestety melasa nie jest miodem i nie uzyskałam tego ciepłego, słodkawego zapachu. Nie wpłynęła też jakoś na kolor, nieco go tylko przyciemniła.

Po tygodniu leżakowania mydełko już ładnie się pieni i pachnie lekko owsem (albo tak mi się tylko wydaje?).

Wnioski z eksperymentu: doczytałam później, że mleko owsiane należy mrozić i NaOH sypać na zamrożone kostki. Tak robiłam przy normalnym mleku. Zastanawiam się jeszcze nad inną rzeczą. Gdybym na początku ZAGOTOWAŁA płatki z wodą, to już raz by mleko zgęstniało. Czy gdybym takiego wywaru użyła do przygotowania ługu, to zgęstniałby jeszcze raz? Przypuszczam, że nie, ale czy ktoś może się podzielić doświadczeniem? :)

Aha, z lewej strony widać mydełka, które zrobiłam w nowej formie silikonowej kupionej w Lidlu:



Forma całkiem fajna, daje 6 poręcznych kawałków, niedroga (10 zł), ale sam silikon jest trochę cienki. Po napełnieniu foremek praktycznie nie ma możliwości ich przeniesienia, silikon się ugina i obawiam się, że masa może się nie utrzymać we wgłębieniach. Szczególnie rzadka masa. Dlatego lepiej postawić formę na grubym kawałku kartonu, desce itd. i później przenosić na takiej podkładce.

niedziela, 2 października 2016

Warsztaty w ramach Dni Dziedzictwa Kulturowego w Gliwicach


Ostatnio było o telewizji, dzisiaj będzie o innym, lokalnym i bardziej kameralnym wydarzeniu.

17. i 18.09.2016 odbywały się w Gliwicach Dni Dziedzictwa Kulturowego. Hasłem tegorocznej edycji były "Zielone Gliwice" i nacisk położony był szczególnie na tematy ekologiczne.
Mamy na terenie miejskiej oczyszczalni ścieków Muzeum Techniki Sanitarnej (znajdujące się na Szlaku Zabytków Techniki, który polecam wszystkim, odwiedzającym Śląsk) i właśnie tam odbyły się warsztaty pokazujące jak w prosty sposób można we własnej kuchni zrobić mydło. Dla czytelników tego bloga nie jest to jakaś specjalna nowość, ale ogół społeczeństwa jeszcze tego nie wie :)


Warsztaty odbywały się w dwóch dniach, każdego dnia dwie grupy. Niestety w sobotę nie mogłam się tego podjąć i w desperacji szukania zastępcy napisałam do dziewczyny, z którą zgadałyśmy się już rok temu na mydlarskim forum i nie miałyśmy okazji się umówić w realu. No to teraz okazja się znalazła i na naszym pierwszym zapoznawczym spotkaniu przegadałyśmy bite dwie godziny i jeszcze było nam mało :) Oczywiście głównie o mydłach :) Dzięki Dance impreza była więc obsadzona w pełnym terminie i wydaje mi się, że była sukcesem.

Grupy w założeniu  miały być 15 osobowe, ale u mnie tak się zdarzyło, że jedna liczyła 5 osób, a druga chyba z 20 :) Nie były to warsztaty w ścisłym tego słowa znaczeniu, bo główną robotę czyli przygotowanie ługu i miksowanie masy zrobiłam ze względów bezpieczeństwa sama. Ale wodę na ług i tłuszcze odmierzali uczestnicy :) Później rozlewałam masę do małych plastikowych pojemniczków, takich akurat na jedno mydło i każdy uczestnik (zaopatrzony w rękawiczki) doprawiał sobie swoją porcję według uznania. Do wyboru było kilka olejków eterycznych, trzy glinki i trzy inne barwniki już rozrobione z olejami oraz trochę "śmieci" jak płatki nagietka, mak, płatki owsiane. I się zaczęło! :)

czwartek, 21 lipca 2016

W telewizji :)

http://player.pl/programy-online/defacto-odcinki,2420/odcinek-2,S03E02,54169.html?atpl#play

Mniej więcej rok temu telewizja TTV, a konkretnie reporter programu DeFacto nagrywał ze mną relację z procesu tworzenia mydła. Jak to wyglądało opisywałam już wtedy.

Odcinek, w którym pojawiła się relacja ukazał się premierowo na początku września, ale go niestety przegapiłam. Przegapiłam również dwutygodniowy okres, podczas którego program był dostępny online. Później przez długi czas akurat ten odcinek nie był dostępny w internecie, aż wreszcie JEST! I po prawie roku mogłam wreszcie zobaczyć jak cała zabawa wyszła :)
Oczywiście poprawiłabym parę rzeczy (bardziej bym się pomalowała :) ), ale generalnie nie wyszło źle. No, to którędy teraz potoczy się moja mydlana kariera? :))) Na ucho powiem, że we wrześniu szykują się warsztaty mydlarskie w ramach Dni Dziedzictwa Kulturowego :)

Zapraszam więc do obejrzenia programu, fragment o mydle zaczyna się pod koniec odcinka, od 18 minuty: http://player.pl/programy-online/defacto-odcinki,2420/odcinek-2,S03E02,54169.html?atpl#play

czwartek, 30 czerwca 2016

Jaka piękna katastrofa!


Dzisiejszy wpis jest po to, żebyście nie myśleli, że zawsze wszystko tak pięknie wychodzi. Generalnie w życiu, w mediach społecznościowych czy na różnych forach oglądamy często "wersję demo" osiągnięć, wydarzeń i efektów pracy. Ile było niepowodzeń, nieudanych prób i totalnych klap nie dowiadujemy się często nigdy. Dlatego aby podnieść na duchu tych, którzy dopiero zaczynają, i którym nie wszystko wychodzi publikuję moją spektakularną świąteczną katastrofę :)

Przed świętami Bożego Narodzenia wymyśliłam sobie, że zrobię pachnące piernikowo białe mydło z zielonymi i czerwonymi eskami-floreskami. Miałam olejki eteryczne: cynamonowy, goździkowy, anyżowy, pomarańczowy i kompozycję waniliową, która chyba była powodem całego problemu.

Zrobiłam masę, część odlałam do osobnych pojemników z barwnikami i wlałam olejki eteryczne. Wlewam masę do formy i nagle - beton! Momentalnie! Jak widać na zdjęciu, próbowałam jeszcze coś ratować, ale masy nie dało się już nawet wlać, tylko wrzucać kawałami. No nic, zostawiłam jak było, zabarwioną masę przelałam do małych foremek, żeby przynajmniej ją uratować i jakoś później wykorzystać.

Zapach też okazał się nieszczególny, wyszedł zbyt nachalny i przez kilka następnych dni bardzo mi przeszkadzał.

Co tu robić? Szkoda prawie 1,5 kg mydła, szkoda wszystko przeznaczyć na wysolenie, coś trzeba wymyślić. I wymyśliłam dwa rozwiązania, chociaż bardzo do siebie podobne.

Zabarwione części pokroiłam na kawałki i zatopiłam w nowej masie. Teraz pachniała dużo lepiej sosną i pomarańczą - rewelacyjne świąteczne połączenie! Gotowe kawałki wyglądały tak:


Niby lepiej, ale pech nie przestawał mnie prześladować, bo mydło kruszyło się podczas krojenia. Ale trudno, machnęłam już na to ręką, wybrałam najlepsze kawałki i przycięłam je w miarę równo.
Przy okazji: przeczytałam gdzieś, że w takich przypadkach podobno pomaga krojenie ciepłym nożem. Tzn. jak przy krojeniu tortów: nóż ogrzać w gorącej wodzie, wytrzeć do sucha i kroić.

Drugie rozwiązanie: pokroiłam niezabarwioną część masy pachnącej piernikowo i zatopiłam w nowej, brązowej masie kawowej, której już dodatkowo nie aromatyzowałam. Kawałki niby niczym nie barwione, ale z czasem niestety nieładnie ściemniały na beżowo, który to kolor tylko w połączeniu z brązowym nie rzucał się w oczy.
Mydło zrobiłam w rurze, co w sumie znowu nie było dobrym pomysłem, bo krążki mydła wyglądały jak.. salceson :))) Musicie sobie to jednak tylko wyobrazić, bo dziwnym trafem nie zrobiłam zdjęcia.

Podzielcie się w komentarzach swoimi katastrofami, razem raźniej! :)


wtorek, 31 maja 2016

Mniszkowe z jojoba


Sezon na kwitnące mniszki już się zakończył, ale zdążyłam jeszcze zrobić mydło barwione właśnie kwiatami mniszka. Od czasu, gdy dwa lata temu zrobiłam Słoneczną Majówkę później już tak mydła nie barwiłam i stwierdziłam, że czas najwyższy powtórzyć temat.

Pierwszy raz skusiłam się na wykorzystanie oleju jojoba. Jak wiadomo olej ten jest w zasadzie płynnym woskiem i ma stosunkowo duży udział "frakcji niezmydlającej".
Dodatkowo zastosowałam znowu kombinację oleju z ryżu i masła kakaowego wzmocnioną olejem rycynowym (przepis "Dream Cream"), która daje fantastyczną pianę.

Mydło wyszło rewelacyjnie twarde, cudownie się pieni i ładnie pachnie mieszanką mięty, sosny, pomarańczy, benzoe i may chang.
Mam wrażenie, że niewielki dodatek jojoby (4%) jest wyczuwalny na skórze, przez co mydło staje się jeszcze bardziej luksusowe :) Polecam!

piątek, 20 maja 2016

Prosto z rury


Kolejny raz zrobiłam mydło z przepisu "Biała Perła", który bardzo lubię. W założeniu miało to być mydło "męskie", o takim wyglądzie i zapachu, chociaż do składu dodałam trochę jedwabiu. A co, niech faceci mają ;)

Wygląd wynika z barwienia części masy węglem, części dwutlenkiem tytanu, a część masy została naturalna. Zastosowałam technikę "pot swirl" czyli do garnka z neutralną masą wlałam punktowo części barwione, raz zamieszałam łyżką, a potem wlewałam do rury po ściance (zwykle napełnia się rurę lejąc w jej środek). Po napełnieniu jeszcze kilka razy energicznie zakręciłam rurą wokół jej osi i efekt wyszedł jak na zdjęciu. Podoba mi się :)

Z zapachem wyszło mi za to niestety średnio :( W założeniu miał dominować zapach sosny i mięty z bazą cedrową, a wszystko miał łagodzić anyż. W efekcie ani sosny ani świerku nie czuć, a połączenie cedru z anyżem nie jest najszczęśliwsze :/ Ale trudno, rewelacyjna piana takiego mydła rekompensuje mi wszystko.