czwartek, 21 lipca 2016

W telewizji :)

http://player.pl/programy-online/defacto-odcinki,2420/odcinek-2,S03E02,54169.html?atpl#play

Mniej więcej rok temu telewizja TTV, a konkretnie reporter programu DeFacto nagrywał ze mną relację z procesu tworzenia mydła. Jak to wyglądało opisywałam już wtedy.

Odcinek, w którym pojawiła się relacja ukazał się premierowo na początku września, ale go niestety przegapiłam. Przegapiłam również dwutygodniowy okres, podczas którego program był dostępny online. Później przez długi czas akurat ten odcinek nie był dostępny w internecie, aż wreszcie JEST! I po prawie roku mogłam wreszcie zobaczyć jak cała zabawa wyszła :)
Oczywiście poprawiłabym parę rzeczy (bardziej bym się pomalowała :) ), ale generalnie nie wyszło źle. No, to którędy teraz potoczy się moja mydlana kariera? :))) Na ucho powiem, że we wrześniu szykują się warsztaty mydlarskie w ramach Dni Dziedzictwa Kulturowego :)

Zapraszam więc do obejrzenia programu, fragment o mydle zaczyna się pod koniec odcinka, od 18 minuty: http://player.pl/programy-online/defacto-odcinki,2420/odcinek-2,S03E02,54169.html?atpl#play

czwartek, 30 czerwca 2016

Jaka piękna katastrofa!


Dzisiejszy wpis jest po to, żebyście nie myśleli, że zawsze wszystko tak pięknie wychodzi. Generalnie w życiu, w mediach społecznościowych czy na różnych forach oglądamy często "wersję demo" osiągnięć, wydarzeń i efektów pracy. Ile było niepowodzeń, nieudanych prób i totalnych klap nie dowiadujemy się często nigdy. Dlatego aby podnieść na duchu tych, którzy dopiero zaczynają, i którym nie wszystko wychodzi publikuję moją spektakularną świąteczną katastrofę :)

Przed świętami Bożego Narodzenia wymyśliłam sobie, że zrobię pachnące piernikowo białe mydło z zielonymi i czerwonymi eskami-floreskami. Miałam olejki eteryczne: cynamonowy, goździkowy, anyżowy, pomarańczowy i kompozycję waniliową, która chyba była powodem całego problemu.

Zrobiłam masę, część odlałam do osobnych pojemników z barwnikami i wlałam olejki eteryczne. Wlewam masę do formy i nagle - beton! Momentalnie! Jak widać na zdjęciu, próbowałam jeszcze coś ratować, ale masy nie dało się już nawet wlać, tylko wrzucać kawałami. No nic, zostawiłam jak było, zabarwioną masę przelałam do małych foremek, żeby przynajmniej ją uratować i jakoś później wykorzystać.

Zapach też okazał się nieszczególny, wyszedł zbyt nachalny i przez kilka następnych dni bardzo mi przeszkadzał.

Co tu robić? Szkoda prawie 1,5 kg mydła, szkoda wszystko przeznaczyć na wysolenie, coś trzeba wymyślić. I wymyśliłam dwa rozwiązania, chociaż bardzo do siebie podobne.

Zabarwione części pokroiłam na kawałki i zatopiłam w nowej masie. Teraz pachniała dużo lepiej sosną i pomarańczą - rewelacyjne świąteczne połączenie! Gotowe kawałki wyglądały tak:


Niby lepiej, ale pech nie przestawał mnie prześladować, bo mydło kruszyło się podczas krojenia. Ale trudno, machnęłam już na to ręką, wybrałam najlepsze kawałki i przycięłam je w miarę równo.
Przy okazji: przeczytałam gdzieś, że w takich przypadkach podobno pomaga krojenie ciepłym nożem. Tzn. jak przy krojeniu tortów: nóż ogrzać w gorącej wodzie, wytrzeć do sucha i kroić.

Drugie rozwiązanie: pokroiłam niezabarwioną część masy pachnącej piernikowo i zatopiłam w nowej, brązowej masie kawowej, której już dodatkowo nie aromatyzowałam. Kawałki niby niczym nie barwione, ale z czasem niestety nieładnie ściemniały na beżowo, który to kolor tylko w połączeniu z brązowym nie rzucał się w oczy.
Mydło zrobiłam w rurze, co w sumie znowu nie było dobrym pomysłem, bo krążki mydła wyglądały jak.. salceson :))) Musicie sobie to jednak tylko wyobrazić, bo dziwnym trafem nie zrobiłam zdjęcia.

Podzielcie się w komentarzach swoimi katastrofami, razem raźniej! :)


wtorek, 31 maja 2016

Mniszkowe z jojoba


Sezon na kwitnące mniszki już się zakończył, ale zdążyłam jeszcze zrobić mydło barwione właśnie kwiatami mniszka. Od czasu, gdy dwa lata temu zrobiłam Słoneczną Majówkę później już tak mydła nie barwiłam i stwierdziłam, że czas najwyższy powtórzyć temat.

Pierwszy raz skusiłam się na wykorzystanie oleju jojoba. Jak wiadomo olej ten jest w zasadzie płynnym woskiem i ma stosunkowo duży udział "frakcji niezmydlającej".
Dodatkowo zastosowałam znowu kombinację oleju z ryżu i masła kakaowego wzmocnioną olejem rycynowym (przepis "Dream Cream"), która daje fantastyczną pianę.

Mydło wyszło rewelacyjnie twarde, cudownie się pieni i ładnie pachnie mieszanką mięty, sosny, pomarańczy, benzoe i may chang.
Mam wrażenie, że niewielki dodatek jojoby (4%) jest wyczuwalny na skórze, przez co mydło staje się jeszcze bardziej luksusowe :) Polecam!

piątek, 20 maja 2016

Prosto z rury


Kolejny raz zrobiłam mydło z przepisu "Biała Perła", który bardzo lubię. W założeniu miało to być mydło "męskie", o takim wyglądzie i zapachu, chociaż do składu dodałam trochę jedwabiu. A co, niech faceci mają ;)

Wygląd wynika z barwienia części masy węglem, części dwutlenkiem tytanu, a część masy została naturalna. Zastosowałam technikę "pot swirl" czyli do garnka z neutralną masą wlałam punktowo części barwione, raz zamieszałam łyżką, a potem wlewałam do rury po ściance (zwykle napełnia się rurę lejąc w jej środek). Po napełnieniu jeszcze kilka razy energicznie zakręciłam rurą wokół jej osi i efekt wyszedł jak na zdjęciu. Podoba mi się :)

Z zapachem wyszło mi za to niestety średnio :( W założeniu miał dominować zapach sosny i mięty z bazą cedrową, a wszystko miał łagodzić anyż. W efekcie ani sosny ani świerku nie czuć, a połączenie cedru z anyżem nie jest najszczęśliwsze :/ Ale trudno, rewelacyjna piana takiego mydła rekompensuje mi wszystko.

niedziela, 28 lutego 2016

Urodzinowe warsztaty mydlarskie


Niedawno moja córka miała urodziny. W międzyczasie wieść się rozniosła po jej klasie i znajomych, że mama robi mydła. Młodzież się zainteresowała i naturalną koleją rzeczy były.. warsztaty mydlarskie w ramach urozmaicenia przyjęcia urodzinowego.

Wybrałam podstawowy przepis 25% i żeby masa długo pozostała płynna przygotowywałam ją w dość niskiej temperaturze, prawie pokojowej. Miałam tylko jedną parę okularów ochronnych, więc masę przygotowywałam sama, a dziewczyny się przyglądały. Wcześniej ważyły wodę i tłuszcze.

Później porozlewałam masę do kubków i każda dziewczyna mogła dowolnie wybrać barwnik i zapach. Na szczęście rękawiczek wystarczyło i uczestniczki warsztatów zabrały się do pracy. Drżałam tylko, jak widziałam długie włosy prawie wpadające do mydła :)




Zabawa była przednia, zapachy i kolory mieszały się ze sobą, formy po kolei się napełniały, a zamówiona pizza stygła :) Po imprezie pobojowisko na stole wyglądało tak :)


Formy przykryłam folią i włożyłam do lekko nagrzanego piekarnika, puste kubki, łyżki i gazety można było razem zwinąć i wyrzucić. Gotowe mydła dwa dni później trafiły do rąk nowych mydlarek :) Impreza zakończyła się sukcesem :)

sobota, 28 listopada 2015

Różane na gorąco


W lecie przywiozłam z Bułgarii olejek różany. Nie, nie ten oryginalny, drogi, tylko otrzymywany syntetycznie, ale też ładnie pachnący. Oczywiście od samego początku z przeznaczeniem do mydła :)
Producent mógł nie przewidzieć takiego zastosowania, nie miałam więc pewności jak zachowa się masa mydlana po dodaniu olejku. Zdecydowałam się więc na mydło na gorąco, a olejek dodałam po zmydleniu (nie mam pojęcia dlaczego ten genialny pomysł nie przyszedł mi do głowy przy robieniu mydła "świątecznego", ale o tym będzie później).

Chciałam też, aby mydło miało różowy kolor, dlatego dodałam od początku nieco czerwonej glinki. Po zmydleniu, gdy masa była jeszcze gorąca dodałam nieco oliwy z dodatkową porcją glinki. Chciałam uzyskać w mydle ciemniejsze "żyłki", ale nie bardzo mi to wyszło. Chociaż efekt końcowy podoba mi się :) Te "żyłki" przez jakiś czas wyciekały z mydła, bo specjalnie nie wymieszałam ich dokładnie z masą, ale po pewnym czasie wszystko się ładnie do mydła wchłonęło.

Do stemplowania też użyłam nieco tej samej glinki, chociaż nie rozprowadziła się w zagłębieniach równomiernie. Ale generalnie jestem z tego mydła zadowolona, podoba mi się, ładnie pachnie i będzie fajnym prezentem dla zaprzyjaźnionych pań :)

czwartek, 5 listopada 2015

Potasowe mydło do zębów


 

Przedstawiam Wam drugi rodzaj mydła do zębów, czyli potasowe. Z czasem doszłam do wniosku, że bardziej je lubię, bo pozwala na bieżąco tworzyć różne rodzaje pasty. 

Bazą jest mydło potasowe o takim składzie:
  • 50 g masła kakaowego
  • 50 g masła shea
  • 50 g oleju z migdałów
  • 50 g oleju z krokosza
  • 50 g oliwy
  • 84 g wody
  • 48,8 g KOH (90%!) - daje przetłuszczenie ok. 5-6%
Tłuszcze mogą być oczywiście inne, ale należy unikać oleju kokosowego, odpowiedzialnego za mydlany smak, który akurat w tym przypadku ma znaczenie :)

Tłuszcze stopiłam w słoiku, dodałam ług, zmiksowałam i włożyłam cały słoik do łaźni wodnej czyli po prostu do garnka z gorącą wodą (60-70 C). Co jakiś czas przemieszałam masę (mydło potasowe może się rozwarstwić, ale nie należy się tym przejmować) i poczekałam, aż całość przejdzie przez fazę żelową.
Po wystudzeniu mydło jest w zasadzie gotowe. Ale w przypadku mydeł do zębów szczególnie trzeba zwracać uwagę na to, aby było łagodne, czyli dobrze dojrzałe. Przy mydłach sodowych mówi się nawet o 6 miesiącach, tutaj myślę, że nie trzeba aż tak długo czekać. Ja zaczęłam go używać już po niecałym miesiącu :)

Ten sam słoik służy mi również jako opakowanie do przechowywania mydła :)

Nie sugerujcie się składem na wieczku, bo pisałam go z głowy, z której wyleciał mi olej z krokosza :) Ale pamiętałam, że wszystkiego było po równo :D

Dobra, mamy mydło, ale to na razie połowa sukcesu. Tzn. można nim myć zęby, zapach ma taki "ciasteczkowy", smak odrobinę gorzki. Ale lepiej teraz przystąpić do podrasowywania mydła. Ja dodałam ksylitol i olejki eteryczne. Proporcje są takie:

  • 30 g mydła potasowego
  • 10 g rozdrobionego (w moździerzu) ksylitolu 
  • 30 - 40 kropli olejków eterycznych
Wyszła pasta jak na zdjęciu, bardzo wydajna. Wystarczy odrobina, aby mydło ładnie się pieniło i dawało uczucie czystości.

Jeśli chodzi o olejki, to polecam ok. 30 kropli miętowego lub eukaliptusowego i po 10 kropli anyżowego, z trawy cytrynowej, pomarańczowego, czy jakie tam macie i lubicie :) Rozmarynowy, cytrynowy, odrobina goździkowego lub cynamonowego... Tu właśnie wychodzi zaleta mydła potasowego, bo każda partia może inaczej smakować :)

Co można jeszcze dodać? O dodatkach napisałam już przy okazji mydła sodowego. Myślę, że węgiel aktywowany, podobno wybiela zęby. Przestrzegałabym natomiast przed różnymi glinkami, bo mimo tego, że wydają się miękkie, to jest jednak pomielona twarda skała, która może uszkadzać szkliwo. Pasta nie musi mieć ścieralnych drobinek, aby była skuteczna.
Aha, można też dodać sól, ale raczej nie polecam. Jak już wcześniej pisałam dodałam sól do mydła sodowego i podczas mycia zębów wydziela się więcej śliny. Trochę mi to przeszkadza.

Życzę więc miłej zabawy i zdrowych zębów! :)