Zrób swoje mydło w domu, ze składników które kupisz w sklepie za rogiem - to nie jest trudne!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 lutego 2016
Urodzinowe warsztaty mydlarskie
Niedawno moja córka miała urodziny. W międzyczasie wieść się rozniosła po jej klasie i znajomych, że mama robi mydła. Młodzież się zainteresowała i naturalną koleją rzeczy były.. warsztaty mydlarskie w ramach urozmaicenia przyjęcia urodzinowego.
Wybrałam podstawowy przepis 25% i żeby masa długo pozostała płynna przygotowywałam ją w dość niskiej temperaturze, prawie pokojowej. Miałam tylko jedną parę okularów ochronnych, więc masę przygotowywałam sama, a dziewczyny się przyglądały. Wcześniej ważyły wodę i tłuszcze.
Później porozlewałam masę do kubków i każda dziewczyna mogła dowolnie wybrać barwnik i zapach. Na szczęście rękawiczek wystarczyło i uczestniczki warsztatów zabrały się do pracy. Drżałam tylko, jak widziałam długie włosy prawie wpadające do mydła :)
Zabawa była przednia, zapachy i kolory mieszały się ze sobą, formy po kolei się napełniały, a zamówiona pizza stygła :) Po imprezie pobojowisko na stole wyglądało tak :)
Formy przykryłam folią i włożyłam do lekko nagrzanego piekarnika, puste kubki, łyżki i gazety można było razem zwinąć i wyrzucić. Gotowe mydła dwa dni później trafiły do rąk nowych mydlarek :) Impreza zakończyła się sukcesem :)
poniedziałek, 29 grudnia 2014
"Ziołowy Zakątek" pod moją choinką
Dzieciątko (które na Śląsku przynosi prezenty pod choinkę) zostało dobrze poinformowane i przyniosło mi książkę, z której bardzo się cieszę :)
Bloga "Ziołowy Zakątek" i ogólnie - Klaudynę Hebdę poznałam (wirtualnie) stosunkowo niedawno, ale od razu przepadłam z kretesem przedzierając się przez co ciekawsze wpisy. Zioła, kremy, herbatki, oleje, maceraty, destylaty - to wszystko brzmi niesamowicie intrygująco :) Blog wciąga, książka również.
Na prawie 320 stronach przepięknie wydanej książki znajdziecie bardzo dużo informacji teoretycznych i praktycznych. Często się zdarza, że tego typu książki (np. kucharskie) przyciągają czytelnika głównie atrakcyjną szatą graficzną i fotografiami, oferując nieproporcjonalnie mało treści. W tym przypadku tak na szczęście nie jest. Owszem są piękne, całostronicowe zdjęcia (najczęściej wykonane przez autorkę), ale dołączony tekst jest obszerny, wyczerpujący temat, pisany nie za dużą czcionką.
Jakie kosmetyki znajdziemy w książce? Kremy, peelingi, oleje do masażu, pomadki do ust (które zrobiłam od razu :), zdjęcie poniżej ), maseczki, masła do ciała, sera do twarzy, toniki, i oczywiście mydło (o czym za chwilę). Bardzo szeroko opisane są zapachy - olejki eteryczne, oleje do masażu, własne perfumy pod różnymi postaciami. Podobały mi się też bardzo zdroworozsądkowe felietony na różne tematy. Jest mnóstwo praktycznych wskazówek, a na końcu znajduje się spis polecanych sklepów i inne ciekawe linki.
Niektóre przepisy są bardzo proste (np. olejki do masażu), chociaż zdarzają się też wymagające nieco uwagi lub zręczności (np. podczas przygotowywanie majonezu do włosów i oczywiście robienia mydeł). Kręcenie kremów też nie wydaje się skomplikowane. Opisany jest nie tylko konkretny sposób wykonania, ale również cała stojąca za tym teoria. Dlatego łatwo będzie wykonać krem idealnie dostosowany do swoich potrzeb.
Co do mydła - wydaje mi się, że autorka trochę zbyt skomplikowała sprawę. Opis metody na zimno, na gorąco, w piekarniku jest trochę chaotyczny. Gdybym nie wiedziała o co chodzi, to chyba nie zrozumiałabym tematu właściwie. Ale wszystkie kroki, wyposażenie i składniki są opisane bardzo dobrze. Oczywiście z dużym naciskiem na bezpieczeństwo pracy. Jedyne, co mnie zastanawia, to zdjęcia gotowych mydełek. Prawie wszystkie mydła mają bardzo duże bąble powietrza, do tego stopnia, że nawet trudno rozpoznać formę, w której mydło było zrobione (mam taką samą, to rozpoznałam ;) ). Nie wiem, czy autorka nie zwraca na to uwagi podczas miksowania blenderem, czy używa miksera z końcówkami do ubijania piany (pisze o blenderze). Chyba muszę ją o to zapytać :)
Czego mi brakuje? Brakuje mi tematów, którymi się wcześniej interesowałam, a pasowałyby do tej książki: dezodoranty i preparaty do zębów. Ale to może tylko moje skrzywienie :) Poza tym książka ma 320 stron i podobno nie dało się więcej, a autorka musiała się streszczać. Może te tematy będą w drugim tomie lub następnej książce. Czego autorce i czytelnikom (włącznie z sobą) serdecznie życzę :)
sobota, 20 grudnia 2014
Anyżowe z miodem
Wszędzie już świąteczny nastrój, krzątanina, pojawiają się pierwsze zapachy... Czas przedstawić moje małe co-nieco wpasowujące się ten klimat swoim wyglądem i zapachem. Pachnie anyżem, z lekką domieszką pomarańczy, którą chyba dlatego tylko ja czuję, bo wiem, że dodawałam do masy pomarańczowy olejek eteryczny :)
W przepisie jest po równo oleju kokosowego, palmowego, rzepakowego i oliwy, a dodatkowo 4% oleju rycynowego, 3% lanoliny i 2% kwasu stearynowego. Takie dodatki powodują, że mydło pięknie się pieni i jest dosyć twarde. Zrobiłam je na gorąco (OHP) Po zmydleniu, gdy było jeszcze gorące, dodałam trochę miodu rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody (o którą zredukowałam wcześniej ilość wody na ług).
Kilka kawałków jest przeznaczonych na prezenty świąteczne, dlatego zapakowałam je efektownie w koronkę. No dobra, to nie jest prawdziwa koronka, tylko papierowy spód po torty :D Każdy z 6 równych wycinków koła akurat pasuje na jedno mydełko. Przy większych mydłach lepiej będzie chyba podzielić koronkę na 4 części.
A z tyłu wygląda tak:
W przyszłym roku wypróbuję chyba mieszankę olejków: cynamonowego, anyżowego i goździkowego. Powinien wyjść słodki piernik :)
A może macie jakieś swoje pomysły na świąteczne kompozycje zapachowe na bazie olejków eterycznych? Podzielcie się w komentarzach :)
wtorek, 16 grudnia 2014
Rolnik sam w dolinie
Pracuję w firmie produkującej maszyny rolnicze i w tym roku wymyśliłam dla moich kolegów i koleżanek prezent w postaci rolniczego mydła :)
Jego "rolniczość" polega głównie na wyglądzie. Przepis to typowe 25% z olejem kokosowym, palmowym, rzepakowym i oliwą. Celem było mydło krajobrazowe i chyba mi się dosyć udało. Tak wygląda saute:
Dolna warstwa (ziemia) jest z dodatkiem borowiny, następna (pole) z płatkami nagietka. Dodałabym do niej teraz jeszcze trochę curry, żeby wzmocnić kolor. No trudno, następnym razem :)
Traktorek jest wydrukowany, wycięty i włożony pomiędzy dwie warstwy celofanu. Trochę się obawiałam, że papier bezpośrednio położony (przyklejony?) na mydle po pewnym czasie stanie się tłusty. Takie rozwiązanie jest chyba najlepsze.
Przy okazji zwracam uwagę, że celofan to nie to samo, co folia! Celofan jest materiałem naturalnym i oddychającym, w przeciwieństwie do folii. Ma też tą zaletę, że topnieje pod wpływem wysokiej temperatury, co pozwala na opakowywanie mydeł bez użycia kleju. Wystarczy odpowiednio go poskładać i zaprasować. Nie przesadzać z temperaturą, bawełna to za dużo!
Tylko gdzie kupić celofan? Ja kupiłam oczywiście w sklepie internetowym, bo stacjonarnie to kłopot. Pytałam w kwiaciarniach, ale panie nie bardzo wiedziały o czym mówię. Dla nich celofan i plastikowa folia to to samo :/
piątek, 18 lipca 2014
Spodoba się Twojemu mężczyźnie :)
Polecę stereotypem - mydło, które na pewno spodoba się Twojemu mężczyźnie jest z.. piwa :) Bo wiadomo, że faceci to nic, tylko litrami piwsko chleją ;) Co nie zmienia faktu, że obdarowany mężczyzna na pewno zdziwi się, że w ogóle coś takiego jest możliwe.
A jak się do takiego mydła zabrać? Przede wszystkim trzeba piwo odgazować i usunąć z niego alkohol. W tym celu należy je trochę podgotować w otwartym naczyniu, aby przy okazji zredukować wodę i osiągnąć większą zawartość "piwa w piwie". Czy można użyć piwa bezalkoholowego? Podejrzewam, że tak, ale przegotowania i tak nie unikniemy, czyli biorąc pod uwagę pracochłonność nie ma to żadnego znaczenia.
Podczas gotowania po kuchni (i nie tylko) roznosi się słodki aromat, który dla niektórych jest nieprzyjemny. Ja nie narzekam. :)
Tak przygotowane piwo mocno schładzamy (można nawet zamrozić) i używamy do przygotowania ługu. Ilość piwa powinna być taka, jak wody w przepisie. Należy uważać, aby nie przegrzać ługu, czyli stopniowo wsypywać NaOH i na bieżąco ochładzać naczynie.
Na przegrzanie należy uważać również już po wlaniu masy mydlanej do naczynia. Nie izolować! W piwie pozostało dużo słodu, który powoduje dodatkowy wzrost temperatury podczas fazy żelowej. Poniżej na zdjęciach widać co się dzieje z przegrzanym mydłem - rozwarstwia się i kruszy:
To jest inne mydło niż to u góry posta. Tutaj dodałam jeszcze trochę miodu i chyba niestety przedobrzyłam.
Podobno i tak miałam szczęście, bo mydło może się w ogóle rozwarstwić.
Kolor mydła w obydwu przypadkach jest naturalny. Tzn. ten beżowo - brązowy ton pochodzi wyłącznie z piwa. Jasne miejsca rozjaśniłam dwutlenkiem tytanu, ciemniejsze zabarwiłam zieloną glinką.
Ja używam piwnego mydła do mycia włosów. Jak do każdego mojego szamponu tutaj też dodałam kwasku cytrynowego, przetłuszczenie 5%.
piątek, 4 lipca 2014
Lady in Black
I ostatnio trafiłam na zdjęcie mydła z dodatkiem borowiny, co zainspirowało mnie do zrobienia podobnego. Kupiłam na Allegro kilogram borowiny z Kołobrzegu i zabrałam się do roboty :)
Wybrałam przepis z dużą ilością stałych tłuszczy, bo planowałam dać do masy 17% borowiny. Trochę zredukowałam też ilość wody, bo sama borowina to przecież błotko. Najpierw rozrobiłam ją z niewielką ilością wody, przy okazji rozdrabniając pozostałe jeszcze kawałki drewna, które na szczęście po kilku tysiącach lat były już na tyle zbutwiałe, że bez problemu się rozpadły. Podczas miksowania masy zostały jeszcze dodatkowo rozdrobnione.
Mydło ma tendencję do rozgrzewania się! Najlepiej więc nie izolować lub zrobić je w małych foremkach. Bardzo ładnie wychodzi z forem, jest twarde i błyszczące.
Niestety piana z tego mydła jest nieco szara. Chociaż w sumie trudno się dziwić, skoro wcześniej wrzuci się do mydła tyle "brudu" :)
Dodatkowo stemple zrobiłam srebrnym brokatem, co dało niesamowity efekt, ładniejszy niż na zdjęciu.
I mam nadzieję, że lecznicze właściwości borowiny zostały zachowane i "będą pielęgnować moje ciało" mówiąc językiem reklam :)
poniedziałek, 26 maja 2014
Na Dzień Matki
Takie mydło chodziło mi już od dawna po głowie, bardzo mi się zawsze takie wykonanie podobało. I jak tylko kupiłam odpowiednią rurę to zaraz takie zrobiłam :)
Przepis to Dream Cream, zapach - English Rose od Manske. Sposób wykonania jest zasadniczo prosty - do rury wkłada się dodatkowo mniejszą rurę, napełnia masą o kontrastowym kolorze, wyjmuje, raz przeciąga trzonkiem warzechy i już. Tak mówi teoria :)
W praktyce pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze - wewnętrzna rura to zwykle pozostałość po rolce ręczników papierowych. Rolka ta jednak też jest papierowa, czyli masa by w nią wsiąkała. Aby się tak nie działo wnętrze rolki należy wyłożyć papierem do pieczenia, a część zewnętrzną okleić taśmą klejącą.
Masa powinna zostać dość płynna, co mi się nie do końca udało. Dlatego też podczas wyjmowania rolki zostało na niej dość dużo masy.
Największy problem miałam jednak podczas krojenia. Używałam noża i niestety kawałki zaczynały się kruszyć :(
To, co popękało docisnęłam, przykleiłam i trzymałam kciuki żeby się znowu nie rozwarstwiło podczas dojrzewania i wysychania. Na szczęście nic się złego nie działo i dzisiaj mam fajny prezent dla mamy i teściowej :)
A zaraz potem kupiłam szpachelkę i dwa następne okrągłe mydła pokroiłam już bez najmniejszego problemu!
Przepis to Dream Cream, zapach - English Rose od Manske. Sposób wykonania jest zasadniczo prosty - do rury wkłada się dodatkowo mniejszą rurę, napełnia masą o kontrastowym kolorze, wyjmuje, raz przeciąga trzonkiem warzechy i już. Tak mówi teoria :)
W praktyce pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze - wewnętrzna rura to zwykle pozostałość po rolce ręczników papierowych. Rolka ta jednak też jest papierowa, czyli masa by w nią wsiąkała. Aby się tak nie działo wnętrze rolki należy wyłożyć papierem do pieczenia, a część zewnętrzną okleić taśmą klejącą.
Masa powinna zostać dość płynna, co mi się nie do końca udało. Dlatego też podczas wyjmowania rolki zostało na niej dość dużo masy.
Największy problem miałam jednak podczas krojenia. Używałam noża i niestety kawałki zaczynały się kruszyć :(
To, co popękało docisnęłam, przykleiłam i trzymałam kciuki żeby się znowu nie rozwarstwiło podczas dojrzewania i wysychania. Na szczęście nic się złego nie działo i dzisiaj mam fajny prezent dla mamy i teściowej :)
A zaraz potem kupiłam szpachelkę i dwa następne okrągłe mydła pokroiłam już bez najmniejszego problemu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















