Zrób swoje mydło w domu, ze składników które kupisz w sklepie za rogiem - to nie jest trudne!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło toaletowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło toaletowe. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 maja 2016
Mniszkowe z jojoba
Sezon na kwitnące mniszki już się zakończył, ale zdążyłam jeszcze zrobić mydło barwione właśnie kwiatami mniszka. Od czasu, gdy dwa lata temu zrobiłam Słoneczną Majówkę później już tak mydła nie barwiłam i stwierdziłam, że czas najwyższy powtórzyć temat.
Pierwszy raz skusiłam się na wykorzystanie oleju jojoba. Jak wiadomo olej ten jest w zasadzie płynnym woskiem i ma stosunkowo duży udział "frakcji niezmydlającej".
Dodatkowo zastosowałam znowu kombinację oleju z ryżu i masła kakaowego wzmocnioną olejem rycynowym (przepis "Dream Cream"), która daje fantastyczną pianę.
Mydło wyszło rewelacyjnie twarde, cudownie się pieni i ładnie pachnie mieszanką mięty, sosny, pomarańczy, benzoe i may chang.
Mam wrażenie, że niewielki dodatek jojoby (4%) jest wyczuwalny na skórze, przez co mydło staje się jeszcze bardziej luksusowe :) Polecam!
poniedziałek, 28 września 2015
Mydła telewizyjne :)
W czerwcu dostałam intrygującego maila, że stacja TTV, a konkretnie audycja DeFacto szuka osób, które potrafią domowym sposobem zrobić mydło. Po krótkiej wymianie maili, zanim się spostrzegłam, zgodziłam się na nagranie. Reporterzy działają szybko, więc już za dwa dni miałam całkiem miłą ekipę w domu :)
Nagraniu towarzyszyły oczywiście pewne emocje, dlatego do wspólnego z reporterem wykonania mydła wybrałam podstawowy przepis 25%. Część masy miała zostać zafarbowana glinką, a całość pachnieć mieszkanką olejku rozmarynowego i lawendowego.
Wszystko przebiegało dobrze, ług się nie wylał, oleje nie przypaliły, udało się nawet wspólne z reporterem wlewanie masy do formy. Tylko okazało się, że.. nagranie się nie udało :(( Podobno coś było z obiektywem w kamerze i... nagranie trzeba było powtórzyć.
No cóż, czego się nie robi dla lansu ;), nagrywaliśmy drugi raz. Tym razem już w innej kuchni, co spowodowało konieczność spakowania dosłownie WSZYSTKIEGO, co jest potrzebne. Włącznie z wagą, mieszadłem, garnkiem, okularami, rękawicami.. Tak obładowana szłam do pracy, żeby zaraz po południu pojechać na nagranie.
Przepis ten sam, tylko tym razem mydło miało być aromatyzowane olejkiem miętowym i farbowane zieloną glinką. Wszystko ok, nagranie zakończone (ciekawe, jak przeżyła koszula pana redaktora, bo trochę opryskała się świeżą masą mydlaną), a ja się właśnie zorientowałam, że... nie dodaliśmy olejku miętowego! Masa była dość rzadka, to zdecydowałam się jeszcze już poza kamerą na wlanie wszystkiego z powrotem do garnka, wymieszanie i dodanie olejku. Potem szybko znowu przelałam masę do formy (bo ekipa się już pakowała), graty (na szybko wytarte / umyte ze świeżej masy!!) do plecaka i do samochodu. Ufff :) Efekt wyszedł taki:
Glinki nie było na tyle dużo, żeby mogła jakoś intensywniej zabarwić mydło na zielono, nadała tylko taki lekki odcień.
Aha, gdzie mnie można zobaczyć :) Przez kolejne tygodnie nie mogłam się dowiedzieć kiedy będzie emisja nagrywanego odcinka. Potem straciłam czujność i jak się teraz zorientowałam, to już jest za późno :) Muszę teraz sprawdzać, kiedy będzie powtórka drugiego odcinka trzeciej serii DeFacto. Odcinki premierowe można przez dwa tygodnie zobaczyć w internecie, niestety przegapiłam. Efekt jest taki, że sama jeszcze nie widziałam co z nagrania wyszło. Mam nadzieję, że całkiem mnie nie wycięli :)
sobota, 20 grudnia 2014
Anyżowe z miodem
Wszędzie już świąteczny nastrój, krzątanina, pojawiają się pierwsze zapachy... Czas przedstawić moje małe co-nieco wpasowujące się ten klimat swoim wyglądem i zapachem. Pachnie anyżem, z lekką domieszką pomarańczy, którą chyba dlatego tylko ja czuję, bo wiem, że dodawałam do masy pomarańczowy olejek eteryczny :)
W przepisie jest po równo oleju kokosowego, palmowego, rzepakowego i oliwy, a dodatkowo 4% oleju rycynowego, 3% lanoliny i 2% kwasu stearynowego. Takie dodatki powodują, że mydło pięknie się pieni i jest dosyć twarde. Zrobiłam je na gorąco (OHP) Po zmydleniu, gdy było jeszcze gorące, dodałam trochę miodu rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody (o którą zredukowałam wcześniej ilość wody na ług).
Kilka kawałków jest przeznaczonych na prezenty świąteczne, dlatego zapakowałam je efektownie w koronkę. No dobra, to nie jest prawdziwa koronka, tylko papierowy spód po torty :D Każdy z 6 równych wycinków koła akurat pasuje na jedno mydełko. Przy większych mydłach lepiej będzie chyba podzielić koronkę na 4 części.
A z tyłu wygląda tak:
W przyszłym roku wypróbuję chyba mieszankę olejków: cynamonowego, anyżowego i goździkowego. Powinien wyjść słodki piernik :)
A może macie jakieś swoje pomysły na świąteczne kompozycje zapachowe na bazie olejków eterycznych? Podzielcie się w komentarzach :)
wtorek, 16 grudnia 2014
Rolnik sam w dolinie
Pracuję w firmie produkującej maszyny rolnicze i w tym roku wymyśliłam dla moich kolegów i koleżanek prezent w postaci rolniczego mydła :)
Jego "rolniczość" polega głównie na wyglądzie. Przepis to typowe 25% z olejem kokosowym, palmowym, rzepakowym i oliwą. Celem było mydło krajobrazowe i chyba mi się dosyć udało. Tak wygląda saute:
Dolna warstwa (ziemia) jest z dodatkiem borowiny, następna (pole) z płatkami nagietka. Dodałabym do niej teraz jeszcze trochę curry, żeby wzmocnić kolor. No trudno, następnym razem :)
Traktorek jest wydrukowany, wycięty i włożony pomiędzy dwie warstwy celofanu. Trochę się obawiałam, że papier bezpośrednio położony (przyklejony?) na mydle po pewnym czasie stanie się tłusty. Takie rozwiązanie jest chyba najlepsze.
Przy okazji zwracam uwagę, że celofan to nie to samo, co folia! Celofan jest materiałem naturalnym i oddychającym, w przeciwieństwie do folii. Ma też tą zaletę, że topnieje pod wpływem wysokiej temperatury, co pozwala na opakowywanie mydeł bez użycia kleju. Wystarczy odpowiednio go poskładać i zaprasować. Nie przesadzać z temperaturą, bawełna to za dużo!
Tylko gdzie kupić celofan? Ja kupiłam oczywiście w sklepie internetowym, bo stacjonarnie to kłopot. Pytałam w kwiaciarniach, ale panie nie bardzo wiedziały o czym mówię. Dla nich celofan i plastikowa folia to to samo :/
czwartek, 11 grudnia 2014
Nieśmiały swirl
Do swirla "na płasko" przymierzam się już od dawna, ale jakoś nigdy mi to nie wychodziło. Głównie dlatego, że masa gęstniała zbyt szybko, chociaż nie zawsze była to moja wina. Czasem zawodził olejek zapachowy który momentalnie z masy tworzył beton.
Ale ostatnio znalazłam przepis na masę (60% oliwy), która pozostaje długo płynna i można się nią spokojnie bawić. Olejek zapachowy też dobrałam taki, którego znam i wiem, że nie zagęszcza.
Jak widać na powyższym obrazku użycie słowa "swirl" jest chyba trochę na wyrost :) Chociaż na forach taki sposób nazywa się funnel swirl, czyli przez lejek. Ja tutaj nie lałam przez lejek, tylko z ręki, zawsze w środku. Masa rzeczywiście była długo płynna, pod koniec zaczął się robić lekki grysik.
Niestety wmieszałam do masy zbyt dużo powietrza i na powierzchni pojawiły się nieładne kropki :(. Na dodatek okazało się, że po 24 godzinach mydło zrobiło się bardzo twarde. Z jednej strony fajnie, bo nie było problemu z wyjęciem go z formy, z drugiej strony kruszyło się podczas krojenia. A kroję szpachelką, która jest jednakowo cieniutka na całej długości! Dlatego też odważyłam się tu przedstawić tylko jeden kawałek:
Wiem, szału nie ma, ale duża ilość oliwy pozwala przypuszczać, że mydło z czasem dojrzeje i pomimo swojego wyglądu będzie dobrze pielęgnowało :)
A teraz chodzi mi po głowie kolejny krok, czyli "kręcony" swirl. Dajcie się zainspirować :)
piątek, 31 października 2014
Cool Summer Sole de Luxe
Wyjątkowo pretensjonalną nazwę wymyśliłam dla tego mydła, ale sama przyszła :)
Mydło robiłam w pewien chłodny, letni dzień, na bazie solanki, z fajnymi tłuszczami :) W środku jest dużo oliwy, olej kokosowy, z ostu, masło shea i masło kakaowe.
Już wcześniej pisałam, że sól rozpuszczona w wodzie rozjaśnia mydło. Soli można rozpuszczać dowolnie dużo, aż do uzyskania nasyconego roztworu soli czyli solanki, którą tutaj zastosowałam. Takie mydła są jednak na początku dość kruche. Raczej nie nadają się do krojenia z bloku, bo się rozpadną. Chociaż są mydelniczki, które potrafią zrobić mydło solankowe, wymusić w piekarniku fazę żelową a potem kroić jeszcze ciepłe i na dodatek stemplować! I to wszystko w jakieś dwie godziny! Ja póki co nie czuję się jeszcze na siłach na taki eksperyment.
Jak widać na zdjęciach mydło solankowe ma bardzo ładny biały kolor i jest aksamitnie gładkie. Używam go głównie do mycia twarzy (co kilka dni na zmianę z Savon Noir).
Uprzedzam od razu pytania dotyczące soli w mydle:
- dodana w postaci sypkiej do gotowej masy obniża tworzenie piany. Dlatego mydła solne (przedstawię wkrótce) robi się najczęściej z 100% oleju kokosowego. Wówczas można wsypać soli nawet w ilości 300% masy tłuszczów! Chociaż przy tej ilości nie ma co się spodziewać wielkiej piany. Ale da się :)
- mydło solankowe zawiera znacznie mniej soli (ok. 30% masy wody) i ta sól nie ma wpływu na tworzenie piany, czyli można korzystać z dowolnego przepisu.
środa, 22 października 2014
Atramentowa lawenda
Zachciało mi się nowego, lawendowego mydła. Kiedyś ten zapach kojarzył mi się z babciną szafą, ale polubiłam go na nowo. Przy okazji chciałam przetestować nowy niebieski i fioletowy barwnik. No, to sobie zaszalałam :D. W planie były cienkie kolorowe i białe paski w niezafarbowanym niczym mydle. Co wyszło - widać na załączonym obrazku.
Pierwszym błędem było już nie dodanie soli do wody na ług. Skupiłam się na dodawaniu jedwabiu, a o soli zupełnie zapomniałam. Ma to ten efekt, że niezafarbowana masa jest półprzeźroczysta i obok niebieskiej wygląda trochę "brudno". Ale trudno :)
Na poniższym zdjęciu widać jak zrobić taki mydlany "kwiatek". Wystarczy pusta butelka po coli, w zagłębieniach na dnie wycinamy otwory. I później po kolei lejemy kolorową masę.
Mydełko nawet świeże rewelacyjne się pieni. W składzie oprócz oleju z ryżu jest też ok. 30% smalcu, oliwy i jakieś 5% oleju rycynowego.
piątek, 26 września 2014
Mydło kawowe
Mydło kawowe można spotkać w kuchni większości mydelniczek. Jest bardzo lubiane, bo dobrze usuwa z rąk zapach cebuli lub czosnku.
Można je zrobić w zasadzie na bazie każdego przepisu, ale ług musi być na bazie kawy. Oczywiście im mocniejszej, tym lepiej. Dodatkowo można do masy dodać nieco kawy rozpuszczalnej rozpuszczonej w niewielkiej ilości wody. Trzeba tylko pamiętać, że im więcej dodasz jej do masy, tym piana będzie niestety bardziej brązowa (no, beżowa ;) ).
Aby uzyskać efekt peelingu dodaj nieco kawy zmielonej (w tym przypadku nie dodałam). Zmielona kawa nie powinna być wcześniej parzona (czyli fusy się nie nadają ;) ), bo byłaby nasiąknięta wodą, co w mydle dawałoby jaśniejszą otoczkę wokół tych drobinek. Lepiej już zalać ją niewielką ilością oleju. I nie przesadzać z ilością :)
piątek, 4 lipca 2014
Lady in Black
I ostatnio trafiłam na zdjęcie mydła z dodatkiem borowiny, co zainspirowało mnie do zrobienia podobnego. Kupiłam na Allegro kilogram borowiny z Kołobrzegu i zabrałam się do roboty :)
Wybrałam przepis z dużą ilością stałych tłuszczy, bo planowałam dać do masy 17% borowiny. Trochę zredukowałam też ilość wody, bo sama borowina to przecież błotko. Najpierw rozrobiłam ją z niewielką ilością wody, przy okazji rozdrabniając pozostałe jeszcze kawałki drewna, które na szczęście po kilku tysiącach lat były już na tyle zbutwiałe, że bez problemu się rozpadły. Podczas miksowania masy zostały jeszcze dodatkowo rozdrobnione.
Mydło ma tendencję do rozgrzewania się! Najlepiej więc nie izolować lub zrobić je w małych foremkach. Bardzo ładnie wychodzi z forem, jest twarde i błyszczące.
Niestety piana z tego mydła jest nieco szara. Chociaż w sumie trudno się dziwić, skoro wcześniej wrzuci się do mydła tyle "brudu" :)
Dodatkowo stemple zrobiłam srebrnym brokatem, co dało niesamowity efekt, ładniejszy niż na zdjęciu.
I mam nadzieję, że lecznicze właściwości borowiny zostały zachowane i "będą pielęgnować moje ciało" mówiąc językiem reklam :)
poniedziałek, 26 maja 2014
Na Dzień Matki
Takie mydło chodziło mi już od dawna po głowie, bardzo mi się zawsze takie wykonanie podobało. I jak tylko kupiłam odpowiednią rurę to zaraz takie zrobiłam :)
Przepis to Dream Cream, zapach - English Rose od Manske. Sposób wykonania jest zasadniczo prosty - do rury wkłada się dodatkowo mniejszą rurę, napełnia masą o kontrastowym kolorze, wyjmuje, raz przeciąga trzonkiem warzechy i już. Tak mówi teoria :)
W praktyce pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze - wewnętrzna rura to zwykle pozostałość po rolce ręczników papierowych. Rolka ta jednak też jest papierowa, czyli masa by w nią wsiąkała. Aby się tak nie działo wnętrze rolki należy wyłożyć papierem do pieczenia, a część zewnętrzną okleić taśmą klejącą.
Masa powinna zostać dość płynna, co mi się nie do końca udało. Dlatego też podczas wyjmowania rolki zostało na niej dość dużo masy.
Największy problem miałam jednak podczas krojenia. Używałam noża i niestety kawałki zaczynały się kruszyć :(
To, co popękało docisnęłam, przykleiłam i trzymałam kciuki żeby się znowu nie rozwarstwiło podczas dojrzewania i wysychania. Na szczęście nic się złego nie działo i dzisiaj mam fajny prezent dla mamy i teściowej :)
A zaraz potem kupiłam szpachelkę i dwa następne okrągłe mydła pokroiłam już bez najmniejszego problemu!
Przepis to Dream Cream, zapach - English Rose od Manske. Sposób wykonania jest zasadniczo prosty - do rury wkłada się dodatkowo mniejszą rurę, napełnia masą o kontrastowym kolorze, wyjmuje, raz przeciąga trzonkiem warzechy i już. Tak mówi teoria :)
W praktyce pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze - wewnętrzna rura to zwykle pozostałość po rolce ręczników papierowych. Rolka ta jednak też jest papierowa, czyli masa by w nią wsiąkała. Aby się tak nie działo wnętrze rolki należy wyłożyć papierem do pieczenia, a część zewnętrzną okleić taśmą klejącą.
Masa powinna zostać dość płynna, co mi się nie do końca udało. Dlatego też podczas wyjmowania rolki zostało na niej dość dużo masy.
Największy problem miałam jednak podczas krojenia. Używałam noża i niestety kawałki zaczynały się kruszyć :(
To, co popękało docisnęłam, przykleiłam i trzymałam kciuki żeby się znowu nie rozwarstwiło podczas dojrzewania i wysychania. Na szczęście nic się złego nie działo i dzisiaj mam fajny prezent dla mamy i teściowej :)
A zaraz potem kupiłam szpachelkę i dwa następne okrągłe mydła pokroiłam już bez najmniejszego problemu!
niedziela, 18 maja 2014
Słoneczna majówka
To mydło zabarwiłam płatkami mniszka lekarskiego. Trzeba ich uzbierać dość dużo, najlepiej tylko żółte części.Uważać na zielone listki, bo w mydle będą niestety brązowe.
Płatki zalać olejem na 1-2 dni. Można trzymać je też dłużej, ale będą później ciemniejsze. Olej z płatkami wykorzystać w normalnym przepisie. Płatki można też wyłowić, olej i tak będzie zabarwiony, ale osobiście lubię jak zostają w masie.
Wypachniałam olejkami miętowym i cytrynowym w stosunku 1:1. Mieszanka ta bardzo dobrze pasuje do takiego słonecznego, wiosennego mydła.
Na powierzchni mydła widać jakby zostało oprószone cienką warstwą jakiegoś proszku. Jest to "popiół sodowy" (jak znajdę lepsze tłumaczenie to poprawię) i pojawia się często na powierzchni mydła. Trudno go uniknąć, bo pojawia się nieoczekiwanie, ale stanowi tylko problem wizualny, nie wpływa na jakość mydła. Podobno pomaga spryskanie powierzchni alkoholem, ale nie sprawdzałam.
W składzie jest olej kokosowy, oliwa, olej rzepakowy, smalec, masło shea, przetłuszczenie 9%.
Płatki zalać olejem na 1-2 dni. Można trzymać je też dłużej, ale będą później ciemniejsze. Olej z płatkami wykorzystać w normalnym przepisie. Płatki można też wyłowić, olej i tak będzie zabarwiony, ale osobiście lubię jak zostają w masie.
Wypachniałam olejkami miętowym i cytrynowym w stosunku 1:1. Mieszanka ta bardzo dobrze pasuje do takiego słonecznego, wiosennego mydła.
Na powierzchni mydła widać jakby zostało oprószone cienką warstwą jakiegoś proszku. Jest to "popiół sodowy" (jak znajdę lepsze tłumaczenie to poprawię) i pojawia się często na powierzchni mydła. Trudno go uniknąć, bo pojawia się nieoczekiwanie, ale stanowi tylko problem wizualny, nie wpływa na jakość mydła. Podobno pomaga spryskanie powierzchni alkoholem, ale nie sprawdzałam.
W składzie jest olej kokosowy, oliwa, olej rzepakowy, smalec, masło shea, przetłuszczenie 9%.
Z czerwoną glinką
Do tego mydła masa spokojnie może być gęstsza, jak budyń. Można wtedy łatwo utworzyć warstwy.
W ciemniejszej warstwie jest czerwona glinka, z której zrobiłam też "żyłkę" między warstwami i posypałam wierzch. Żyłka nie może być zbyt gruba, bo inaczej warstwy mogą się nie zespoić.
Wypachniałam mydło lawendowym olejkiem eterycznym i ylang-ylang. Na ten ostatni trzeba uważać - jest bardzo intensywny i tłumi wszystkie inne. Osobiście nie bardzo za nim przepadam.
Stempel to odciśnięta w modelinie łapka mojego kota :)
W składzie jest olej kokosowy, masło shea, olej rzepakowy, z pestek winogron i trochę rycynowego. Przetłuszczenia 10%.
W ciemniejszej warstwie jest czerwona glinka, z której zrobiłam też "żyłkę" między warstwami i posypałam wierzch. Żyłka nie może być zbyt gruba, bo inaczej warstwy mogą się nie zespoić.
Wypachniałam mydło lawendowym olejkiem eterycznym i ylang-ylang. Na ten ostatni trzeba uważać - jest bardzo intensywny i tłumi wszystkie inne. Osobiście nie bardzo za nim przepadam.
Stempel to odciśnięta w modelinie łapka mojego kota :)
W składzie jest olej kokosowy, masło shea, olej rzepakowy, z pestek winogron i trochę rycynowego. Przetłuszczenia 10%.
środa, 7 maja 2014
Moje pierwsze mydło
Moje pierwsze mydło zrobiłam w listopadzie 2011 roku zaraz po powrocie z delegacji w Niemczech. Nie jest to całkiem bez znaczenia, bo właśnie w Niemczech można bardzo łatwo dostać tani, zwykły olej kokosowy. Tłuszcz ten jest stosowany w większości mydeł, ponieważ należy do olei, które tworzą pianę. Na upartego da się zrobić mydło bez niego, ale jednak jakieś źródełko dostaw dobrze sobie znaleźć :)
Przepis to standardowy przepis "25%".
NaOH rozpuściłam w naparze yerba mate (jestem "siorbaczką" :) ), dlatego mydło wyszło takie ciemne. Do jednej części mieszaniny dodałam nieco zielonej glinki.
Jako formy użyłam kartonu po soku, po przekątnej włożyłam kawałek kartonu żeby oddzielić warstwy (z glinką i bez). Na zdjęciu bardzo ładnie widać efekt działania fazy żelowej. Ten kawałek z jasną warstwą był u góry i było tam chyba już zbyt chłodno. Masa w małych kubeczkach też pozostała jasna.
Ale byłam dumna! :) Byłam zaskoczona, że jednak się udało! To takie proste, a efekt jest niesamowity :) Nie dodałam żadnego olejku zapachowego, naturalny zapach mydła też jest super.
Ostatni kawałek tego mydła długo leżał, trudno było mi się rozstać z moim pierwszym "dzieckiem" :)
Przepis to standardowy przepis "25%".
NaOH rozpuściłam w naparze yerba mate (jestem "siorbaczką" :) ), dlatego mydło wyszło takie ciemne. Do jednej części mieszaniny dodałam nieco zielonej glinki.
Jako formy użyłam kartonu po soku, po przekątnej włożyłam kawałek kartonu żeby oddzielić warstwy (z glinką i bez). Na zdjęciu bardzo ładnie widać efekt działania fazy żelowej. Ten kawałek z jasną warstwą był u góry i było tam chyba już zbyt chłodno. Masa w małych kubeczkach też pozostała jasna.
Ale byłam dumna! :) Byłam zaskoczona, że jednak się udało! To takie proste, a efekt jest niesamowity :) Nie dodałam żadnego olejku zapachowego, naturalny zapach mydła też jest super.
Ostatni kawałek tego mydła długo leżał, trudno było mi się rozstać z moim pierwszym "dzieckiem" :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























