Zrób swoje mydło w domu, ze składników które kupisz w sklepie za rogiem - to nie jest trudne!
czwartek, 2 lipca 2015
Niebieskie dzwonki
Nazwę tego mydła odgapiłam z nazwy olejku zapachowego, jakiego użyłam. Jest to znowu olejek z Zielonego Klubu (artykuł nie jest sponsorowany :) ). W mydle pachnie bardzo ładnie, świeżo, ale dodany do kremu jakoś mnie drażnił.
Tak zaczynam od zapachu, ale w tym niepozornym mydle są dowie nowe rzeczy. Po pierwsze nareszcie udało mi się zdobyć łój wołowy i wykorzystać go do mydła. W praktyce wyglądało to tak, że kupiłam na targu tłuszcz wołowy, a w domu roztopiłam go podobnie jak się robi smalec ze słoniny.
Przy okazji: łój wołowy nie jest wcale taki zły jakby mogło wynikać z nazwy i czarnego PR. Pachnie na.. ciastka (!) i świetnie nadaje się do smażenia czegokolwiek, a na dodatek ostatnie badania dowodzą, że jest też zdrowy. Po więcej informacji na temat łoju odsyłam do bloga Klaudyny.
Wracając do mydła. Przepis to klasyczne 25%, tylko zamiast smalcu dałam łój. Poza tym nic nie zmieniałam, żeby mieć jakieś porównanie. Na razie prawdę mówiąc nie widzę większej różnicy, ale też jeszcze nie używałam zbyt intensywnie.
Druga nową rzeczą jest większa forma. Jest podobna do pierwszego wkładu do szuflady, którego używam, ale zmieści się do niej mydło z 1 kg tłuszczy. Powstaje wtedy 10 dużych kostek.
Niestety mam chyba zbyt tępy hebel do wyrównywania górnej warstwy. Nie oszukujmy się - używam zwykłej, przedpotopowej tarki do jarzyn i chyba dojrzewam powoli do jej wymiany na ostrzejszy model :)
piątek, 12 czerwca 2015
Szampon rycynowy
Już od dawna chciałam wam przedstawić to rycynowe mydło do włosów. Zrobiłam je ok. półtora roku temu i używam na zmianę z piwnym.
Jeśli chodzi o skład to poszłam po bandzie i dałam aż 20% oleju rycynowego. I mogę z ręką na sercu zapewnić, że olej rycynowy nie powoduje tego, że mydło jest miękkie. Pięknie stwardniało, nie uważam, żeby taka ilość oleju rycynowego miała jakiś zły wpływ na wygląd i "zachowanie" mydła.
Pozostałe składniki to: 50% oliwy, 20% oleju kokosowego i 10% z krokosza (ostu). Do tego tradycyjnie u mnie w mydłach do włosów - kwasek cytrynowy (4% masy tłuszczy). Pachnie mieszanką olejków eterycznych - lawendowego i rozmarynowego. Bardzo mi się podoba - świeżo i ziołowo.
Stempel na pierwszym zdjęciu (ten lekko zielony) zrobiłam na bazie pewnego luksusowego mydła, które kiedyś dostałam. Po prostu wcisnęłam modelinę we wzór.
A stempel na kawałku z prawej strony to odcisk łapki mojego kota :) Najpierw musiałam pokombinować, żeby chciała stanąć na miękkim pozytywnie z masy solnej (nietoksycznej!), a po stwardnieniu zrobiłam odcisk z modeliny. Jakoś trzeba sobie radzić :)
Został mi ostatni kawałek tego mydła, będę je miło wspominać :)
wtorek, 2 czerwca 2015
Ugly Soap Contest
Jeżeli ktoś kiedyś zorganizuje konkurs na najbrzydsze mydło, to będę miała duże szanse na dobre miejsce :) A jeśli chcielibyście być moimi konkurentami, to niniejszym uprzejmie służę radą i pomocą :)
Bo zachciało mi się eksperymentów. Aż wstyd się przyznać, ale nie robiłam jeszcze nigdy mydła z przeważającą ilością oliwy, czyli np. Natur Pur (znajdziecie w przepisach). Dodatkowo na Forum Mydlarskim rozwinął się wątek mydła "a'la Aleppo", czyli bez oleju laurowego, za to na bazie maceratu z oliwy i liści laurowych. Takie jeszcze z pewnością zrobię, ale przypomniało mi się moje zupełnie pierwsze mydło na naparze z yerba mate. Skoro napar nie dał w ogóle zapachu i zabarwił mydło na brązowo, to może MACERAT da lepszy efekt? Skoro zapach przechodzi z liści laurowych, to może z yerby też? Szafka, w której mam jej zapasy tak obłędnie pachnie po każdym otwarciu, że pokusa była silna :)
Tak więc zalałam kilka łyżeczek suszu yerby oliwą i zostawiłam na parapecie na ok. 2 tygodnie do naciągnięcia. Dotąd wszystko przebiegało dobrze, ale później zrobiłam mydło. Nie miałam zamiaru robić żadnych ozdób, forma w rurze też była prosta i to niestety uśpiło moją czujność.
- pierwszy błąd: masa zostaje długo płynna, można by się nią pobawić, zrobić swirle itd., ale w tym przypadku mi na tym nie zależało. W związku z tym miksowałam za długo, masa wyszła zbyt gęsta i w gotowym mydle powstały pęcherzyki powietrza.
- drugi błąd: zastosowałam 33% wody, co daje ten efekt, że mydło jest długo miękkie. Po 24 godz. nie dało się wyciągnąć z rury, więc ją wstawiłam do zamrażarki, a potem z wysiłkiem "wyciskałam" na słoiku. Jak w końcu wyszło i odtajało, zabrałam się za krojenie. Krojenie miękkiego wałka daje odkształcone krążki :/ , a powierzchnia jest chropowata (bo się przyklejała do szpachelki).
- trzeci błąd: jak już sobie te bure, krzywe krążki tak leżały w kuchni to nawet nie miałam weny do tego, żeby je przynajmniej jakoś ładnie postemplować. A jak już się wreszcie do tego zabrałam (po ok. 3 dniach) to okazało się, że powierzchnia mydła jest już dość sucha i twarda. I to niestety widać.
Na całe szczęście "wartości wewnętrzne" są dobre i mydło od początku bardzo dobrze się pieni. Teraz leży sobie schowane, dojrzewa i czeka na zastosowanie. Prezentem raczej nie będzie, ale myślę, że jednak zostanie docenione :)
sobota, 23 maja 2015
Mydelniczka od córki
Przedstawiam wam szybko mydelniczkę, jaką zrobiła dla mnie córka na zajęciach z ceramiki. Ten szlaczek, który wygląda na czarny jest w rzeczywistości ciemnozielony, zrobiony z miedzianego drutu.
Może nie powala precyzją wykonania, ale mi się podoba :) W końcu córeczki mamuś są zawsze najlepsze, prawda? :D
środa, 20 maja 2015
Pomarańczowy sorbet
Mydło barwione zmieloną słodką papryką miałam na liście rzeczy do zrobienia już od dawna. Tylko zawsze brakowało mi pomysłu na zapach. Aż wreszcie kupiłam olejek perfumowany "Orange Sorbet", który mnie wreszcie zmobilizował.
Macerat paprykowy zrobiłam na oleju rzepakowym, dwie łyżeczki papryki w zupełności wystarczają, barwią bardzo mocno. Macerat stanowił 25% tłuszczy, a efekt barwiący jest wystarczający.
Wymyśliłam sobie, że zrobię zielony swirl, jakoby te listki na drzewie :) Niestety już podczas mieszania koloru okazało się, że w połączeniu z pomarańczową masą zmienił odcień na nieco mniej atrakcyjny, ale trudno. Po dodaniu olejku perfumowanego masa niestety szybko zgęstniała i swirl nie wyszedł taki jak chciałam :( Na dodatek po pokrojeniu gotowego mydła okazało się, że górna warstwa, która podczas nakładania do formy już była dość gęsta jest jaśniejsza od reszty! Bardzo mnie to zaskoczyło.
W sumie nie bardzo podoba mi się to mydło. Tylko kolor jest ok, a piękny owocowy zapach z buteleczki, w mydle okazał się niestety nieco "plastikowy". Na dodatek przy krojeniu się kruszyło - koniec świata! :)
wtorek, 31 marca 2015
Dwie białe siostry
Z jednej masy zrobiłam od razu dwa mydła. Kończą mi się prezenty, trzeba było więc coś w większej ilości dorobić i w efekcie mam 14 kawałków udanych mydeł.
Biały kolor mydła uzyskałam bez TiO2, tylko za pomocą jasnych tłuszczy. Dodatkowo dałam do ługu po 2 łyżeczki soli (utwardza i wybiela) i cukru (stabilizuje pianę).
Kwadratowe mydło zrobiłam w pudełku na pieczywie chrupkim. Do białej masy wlewałam z dużej wysokości, wąskim strumieniem zabarwione masy, a potem wymieszałam warstwy kawałkiem drutu.
Okrągłe jest zrobione w rurze kanalizacyjnej fi 75 mm. Najpierw wlałam do miski z masą również zabarwione części, a potem wszystko razem do rury. Następnie kilka razy energicznie pokręciłam rurą, żeby masa się trochę "rozjechała" i efekt wyszedł taki:
W mydle jest też jedwab. Niedużo, bo tylko 1 g na 1 kg masy tłuszczy, czyli tyle, co w tym kłębku:
Jedwab należy drobno pokroić, namoczyć w wodzie, a dopiero później wsypać NaOH.
UWAGA - nie ochładzać ługu, dopóki nie rozpuści się jedwab!
Ja używam jedwabiu tussah, czyli takiego, w którym są jeszcze resztki kokonów i po rozpuszczeniu ług wygląda tak:
Podczas wlewania do tłuszczy koniecznie trzeba przecedzić ług przez (plastikowe) sitko!
czwartek, 26 marca 2015
Miętowa czekolada
Na życzenie córki ponownie zrobiłam mydło czekoladowo - miętowe. Ponieważ aromat czekoladowy barwi mydło na brązowo, dodałam go tylko do czekoladowej części dodatkowo zabarwionej łyżeczką kakao. Olejek miętowy jak łatwo się domyślić trafił do zielonej części.
Chciałam wreszcie przetestować spin-swirl czyli tworzenie wzorów przez kręcenie formą wypełnioną masą mydlaną. Wlewałam masę po kolei w dwa rogi formy i w efekcie uzyskałam coś takiego:
Po kilkukrotnym, energicznym pokręceniu formą (uważać, żeby masa się nie wychlapała!) powstały takie esy-floresy:
Z efektu niestety nie bardzo jestem zadowolona. Spodziewałam się bardziej filigranowych paseczków. No, ale trudno, na pierwszy raz może być :)
Przy okazji chciałabym was przed czymś przestrzec. Na wielu forach mydlarskich zaleca się wstawianie mydła do piekarnika. Jest to uzasadnione w przypadku robienia mydła metodą na gorąco (OHP), gdzie zmydloną masę przekłada się później do formy.
Mydła robione na zimno również można wstawić do piekarnika, aby wspomóc nieco fazę żelową. Sama tak robię. Tzn. robiłam, bo przysięgłam sobie właśnie solennie, że masę mydlaną w formie należy zaizolować, zostawić w spokoju i koniec. Kolejny raz przekonałam się boleśnie, że mydło, w którym faza żelowa przeszła w zbyt wysokiej temperaturze ma nierównomierną strukturę i się kruszy:
Ostrożnie wyrównałam kostki obierakiem do warzyw i w efekcie uzyskałam mydełka jak na pierwszym zdjęciu. Ujdą w tłoku, na szczęście są przeznaczone do użytku domowego, a nie na prezenty :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















